Wyobraź sobie taką scenę. Dziennikarz dużego portalu cytuje Twój raport, wstawia link, a artykuł przez cały dzień wisi na stronie głównej. Zaglądasz w kod źródłowy i widzisz rel="nofollow". Pierwsza myśl? „No to szkoda zachodu…”
Spokojnie, to naturalne. W SEO od lat krąży przekonanie, że link bez dofollow jest bezwartościowy. Problem w tym, że to myślenie pochodzi z czasów, gdy Google działało dużo prościej niż dziś. Traktowanie linków nofollow jak powietrza kosztuje firmy realny ruch, rozpoznawalność i (co boli najbardziej) linki dofollow, które mogłyby przyjść później.
Czy link nofollow przekazuje moc rankingową tak samo jak dofollow? Absolutnie nie. Czy przez to jest nic niewart? Też nie. Zaraz pokażę Ci dlaczego.
Czym jest link nofollow i co się zmieniło w 2019 roku?
Atrybut rel="nofollow" pojawił się w 2005 roku jako broń przeciwko spamowi w komentarzach. Przez lata działał zero-jedynkowo: robot widział nofollow i nie przekazywał przez taki link PageRanku.
We wrześniu 2019 roku Google zmieniło zasady gry. Dodało dwa nowe atrybuty i ogłosiło, że wszystkie trzy traktuje jako wskazówki (ang. hints), a nie bezwzględne polecenia:
rel="nofollow"– ogólny sygnał: „nie poręczam za tę stronę”,rel="sponsored"– linki płatne, reklamowe i afiliacyjne,rel="ugc"– treści tworzone przez użytkowników, np. komentarze i wpisy na forach.
Od 1 marca 2020 roku te wskazówki obejmują też crawlowanie i indeksowanie. Co to oznacza w praktyce? Google samo decyduje, czy dany link nofollow wykorzysta, na przykład do odkrycia nowej podstrony albo lepszego zrozumienia powiązań między witrynami. Nie masz nad tym kontroli. Masz za to pewność, że algorytm te linki widzi i analizuje ich kontekst.
A teraz rzecz, o której mówi się rzadziej. Profil złożony wyłącznie z linków dofollow wygląda nienaturalnie. W prawdziwym internecie ludzie linkują w komentarzach, na forach, w Wikipedii, w mediach społecznościowych… i większość tych miejsc oznacza linki jako nofollow albo ugc. Jeśli Twoja domena ma ich zero, to jest po prostu dziwne.
Prawdziwa waluta: ruch, którego nie da Ci żaden atrybut
Zapominamy o rzeczy najprostszej: linki są przede wszystkim dla ludzi, a dopiero potem dla robotów.

Wikipedia oznacza wszystkie linki zewnętrzne jako nofollow. Czy będziesz narzekać, że taki link „nie przekazuje mocy”, kiedy klikną w niego setki osób zainteresowanych dokładnie Twoim tematem? 🙂
Ruch referencyjny z dobrego linku nofollow bywa cenniejszy niż ruch z wyszukiwarki, bo:
- przychodzi z kontekstem – czytelnik przeczytał o Tobie w tekście, któremu ufa,
- jest zaangażowany – kliknął, bo chciał wiedzieć więcej, a nie dlatego, że trafił na Ciebie przypadkiem,
- konwertuje – na zapis do newslettera, zapytanie ofertowe, sprzedaż.
Uczciwie dodam jedno. Google nie potwierdza, że czas na stronie czy współczynnik odrzuceń bezpośrednio wpływają na pozycje. Wartość tego ruchu mierzysz więc w biznesie, nie w rankingu. I to w zupełności wystarczy.
Efekt domina: jak link nofollow przyciąga linki dofollow?
Link nofollow bywa iskrą. Często jest pierwszym krokiem w procesie zwanym link earning, czyli zdobywania linków bez proszenia o nie.
Mechanizm wygląda tak:
- Zdobywasz wzmiankę nofollow na dużym portalu, na przykład w artykule o Twoim badaniu.
- Ten portal czytają mniejsi blogerzy, twórcy newsletterów i autorzy branżowych podsumowań.
- Cytują Twój materiał u siebie, tym razem często z linkiem dofollow.
Kula śnieżna. Wzmianka w miejscu o wysokim autorytecie (nawet bez „mocy SEO”) uwiarygadnia Twoją markę w oczach branży. Jak zaprojektować treść, która uruchamia taki efekt, opisuję w tekście o treściach, które same zdobywają linki.
Digital PR: po co walczyć z dziennikarzem o atrybut?
Wielu wydawców ma sztywną politykę: wszystkie linki wychodzące oznacza jako nofollow albo sponsored. Koniec dyskusji.

Mimo to wciąż krążą maile w stylu „a czy mógłby Pan zmienić ten link na dofollow?”. Wolę szczerze powiedzieć: to najprostsza droga na czarną listę redakcji. Dziennikarz, którego zamęczysz prośbami o atrybut, następnym razem po prostu Cię nie zacytuje.
Zamiast tego doceń wartość wizerunkową. Wzmianka w rozpoznawalnym medium wspiera to, co Google opisuje skrótem E-E-A-T (doświadczenie, wiedza ekspercka, autorytet, wiarygodność). To pojęcie z wytycznych dla osób oceniających jakość wyników, a nie pojedynczy czynnik rankingowy. Dobrze jednak pokazuje, czego szuka algorytm: sygnałów, że o marce mówią ludzie, którym warto wierzyć.
Jak mierzyć skuteczność linków nofollow?
Skoro wzrost DR czy Trust Flow nie jest tu dobrym miernikiem, na co patrzeć?
- Ruch referencyjny w Google Analytics 4: ile sesji przyniósł link, jaki jest współczynnik zaangażowania, ile było konwersji.
- Wyszukiwania marki: w Google Search Console sprawdź, czy po publikacji wzrosła liczba zapytań z nazwą Twojej firmy.
- Kolejne wzmianki: monitoruj sieć (np. Brand24 albo Google Alerts) i licz, ile nowych publikacji powstało na bazie pierwszej.
- Linki wtórne: w Ahrefs lub Semrush zobacz, czy w ciągu kilku tygodni do tej samej podstrony doszły nowe linki dofollow.
Czy linki nofollow zastąpią linki dofollow?
Nie, i nikt rozsądny tego nie twierdzi. Linki dofollow z tematycznych, wiarygodnych stron nadal budują pozycje. Nofollow to stabilizator: sygnalizuje naturalność profilu, przyprowadza żywych ludzi i otwiera drogę do kolejnych publikacji. Zdrowa strategia potrzebuje obu.
Jeśli zastanawiasz się, jak ułożyć te proporcje w czasach, gdy algorytmy coraz lepiej czytają kontekst, zajrzyj do tekstu o link buildingu w erze AI.
FAQ: pytania, które słyszę najczęściej
„Michał, czy w ogóle warto zabiegać o linki nofollow?”
Warto, jeśli prowadzą z miejsc, w których bywają Twoi klienci. Link nofollow z forum, na którym ludzie rozmawiają o Twojej branży, da Ci więcej niż dofollow z katalogu stron, którego nikt nie odwiedza od lat.
„Michał, a czy linki nofollow mogą zaszkodzić?”
Same w sobie z reguły nie. Szkodzi masowe wrzucanie linków w komentarze i na fora, bo to wciąż spam, niezależnie od atrybutu.
„Jaki udział nofollow w profilu linków jest prawidłowy?”
Nie ma magicznej liczby. Nie wierz nikomu, kto podaje ją z pełnym przekonaniem. Lepszym punktem odniesienia są profile linków Twoich realnych konkurentów z pierwszej dziesiątki wyników.
„Kiedy sam powinienem dodawać nofollow?”
Przy linkach płatnych i afiliacyjnych używaj rel="sponsored", przy treściach użytkowników rel="ugc". Linków wewnętrznych nie oznaczaj jako nofollow, bo utrudniasz robotom poruszanie się po własnej stronie (więcej w tekście o linkowaniu wewnętrznym).
Zmień myślenie
Przestań traktować linki nofollow jak nagrodę pocieszenia.
Link nofollow z „dobrej dzielnicy” internetu jest wart więcej niż dziesięć „mocnych” linków dofollow ze śmietnika. Serio.
Chcesz sprawdzić, jak wygląda profil linków Twojej strony i czego w nim brakuje? Napisz do nas, przejrzymy go razem.





